Dla Pacjenta

Wyszukiwarka danych kontaktowych do lokalnego oddziału Sanepid znajduje się tutaj: PSSE-dane-kontaktowe_ver_1.0  (format Microsoft EXCEL). Wystarczy wpisać w pierwszym arkuszu swój kod pocztowy.

Aktualizowana lista czynnych laboratoriów wykonujących testy potwierdzające zakażenie koronawirusem znajduje się TUTAJ.

  • Zasady izolacji społecznej

    Ministerstwo Zdrowia stale monitoruje aktualne ryzyko zakażeń koronawirusem w Polsce i ogłasza zasady zachowań społecznych zmniejszające ryzyko szerzenia się epidemii. Są one dostępne na stronie internetowej:

    https://www.gov.pl/web/koronawirus/aktualne-zasady-i-ograniczenia

    Trzeba się z nimi zapoznać i je stosować.

     

  • Jak ograniczyć ryzyko zachorowania na koronawirusa

    Opracowanie Okręgowej Izby Lekarskiej w Gdańsku z dnia 9.marca 2020 roku.

    NALEŻY ZAWSZE ZNAĆ I STOSOWAĆ AKTUALNE ZALECENIA MINISTRA ZDROWIA. OPRACOWANIE IZBY LEKARSKIEJ PROSZĘ TRAKTOWAĆ JAKO ZBIÓR ROZSĄDNYCH WSKAZÓWEK POSTĘPOWANIA W CZASIE EPIDEMII WIRUSOWEJ CHOROBY DRÓG ODDECHOWYCH.

    Jak ograniczyć ryzyko zachorowania na koronawirusa.

    Co to za choroba?

    Koronawirus wywołuje chorobę podobną do grypy, która u niektórych osób (około 20%) może doprowadzić do poważnych powikłań płucnych, a u około 1do 3% – do zgonu. Nie ma skutecznego lekarstwa. U większości chorych wystarcza postępowanie jak przy grypie: leżenie w łóżku, picie dużej ilości płynów, leki przecigorączkowe (Polopiryna, Paracetamol, Ibuprofen i podobne). Specjalistyczne leczenie szpitalne potrzebne jest tylko tym chorym, którzy mają duże trudności z oddychaniem. Choroba objawia się najczęściej 5 dni po zarażeniu i trwa do 2 tygodni u 80% ludzi. Dzieci chorują najczęściej łagodnie. Osoby starsze, z wieloma przewlekłymi chorobami są najbardziej narażone na ciężki przebieg choroby i dlatego powinniśmy wszyscy zadbać aby ich nie zarazić.

    Jak można się zarazić?

    Można się zarazić koronawirusem od osoby chorej wyłącznie przez usta i nos. Najczęściej dochodzi do zakażenia kiedy chory kaszle, a my wdychamy aerozol drobnych kropelek jego śliny. Jeżeli chory kaszle przez maseczkę, ryzyko jest o wiele mniejsze. Na świeżym powietrzu chory też nas nie zarazi jeżeli tylko nie kaszle nam z bliska prosto w twarz. Wirus nie wchłania się przez skórę. Dotykając przedmiotów na które ktoś nakaszlał nie zarazimy się, jeżeli tylko skażonymi rękami nie będziemy np. dłubali w nosie, czy dotykali ust.  Dlatego należy często myć starannie ręce wodą z mydłem.

    Jak się chronić i unikać choroby:

    1. W domu, na świeżym powietrzu (na ulicy, na boisku, na spacerze w lesie itp.), we własnym samochodzie jesteśmy  bezpieczni.
    2. Jak najwięcej spraw załatwiamy przez telefon i internet, a nie osobiście.
    3. Jeżeli nie musisz – unikaj zamkniętych pomieszczeń, lokali, sklepów, autobusów, pociągów i innych miejsc gdzie w zamkniętej przestrzeni przebywa dużo ludzi.
    4. Myj często ręce wodą z mydłem, kiedy przebywasz poza domem, albo kiedy wracasz do domu. Nie dotykaj ręką twarzy. Nie witaj się z innymi podając rękę.
    5. Zakupy rób rzadziej, na przykład raz w tygodniu, aby ograniczyć kontakt większą ilością ludzi przypadkowych w sklepie.
    6. Unikaj wszystkich niekoniecznych kontaktów z przypadkowymi ludźmi (konferencji, kina, teatru, centrów handlowych, imprez domowych z większą ilością uczestników, szkoleń).
    7. Przestrzenie publiczne, na przykład klatki schodowe w blokach mieszkalnych, garaże podziemne, piwnice powinny być jak najczęściej wietrzone (z „przeciągiem”). Należy unikać dotykania ręką np. poręczy schodów. Poręcze, uchwyty, przyciski w windach, a szczególnie klamki od drzwi należy systematycznie oczyścić w rękawiczkach jednorazowych, używając jednorazowego papieru zwilżonego środkami do czyszczenia powierzchni czy szyb na bazie alkoholu. Środki dezynfekcyjne należy oszczędzać do odkażania skóry i zastosowań domowych.
    8. Noś dopasowaną maseczkę zakrywającą usta i nos w przestrzeni publicznej: na klatce schodowej, w windzie, w komunikacji publicznej, w sklepie, urzędzie i we wszystkich innych budynkach i pojazdach gdzie spotyka się wielu ludzi. Maseczka chroni głównie przed rozpylaniem wirusa, w okresie kiedy jeszcze nie wiesz o zakażeniu, lub kiedy przechodzisz chorobę bez wyraźnych objawów. Pomyśl, że nosząc maseczkę możesz uratować niejednego człowieka w starszym wieku, lub schorowanego.
    9. Maseczkę zrób samodzielnie, ponieważ brakuje ich w szpitalach i przychodniach. Instrukcje znajdziesz w internecie. Warto zrobić maseczkę z filtrem HEPA (np. z worka od odkurzacza, lub filtra do kawy). Po każdym użyciu trzeba maseczkę zdjąć trzymając za tasiemki, starannie wyprać, wysuszyć i wyprasować. Warto zrobić cztery maseczki, po dwie na każdy dzień, podczas gdy dwie pozostałe się suszą po praniu.
    10. Bądź odpowiedzialny, z wirusem nie można się „dogadać”. Kiedy zrobisz coś nie tak jak trzeba na pewno przeniesiesz wirusa na innych.

     

    Osoby starsze

    Dzieci zarażone koronawirusem mają najczęściej łagodny przebieg choroby. Odwrotnie u osób starszych: powyżej 80 roku życia 15% chorych ma ciężkie powikłania. Ryzyko ciężkich powikłań jest jeszcze większe gdy osoba starsza ma jakieś przewlekłe choroby: cukrzycę, nadciśnienie tętnicze, niewydolność serca, przewlekłą chorobę płuc, chorobę nowotworową, lub jest po ciężkiej operacji. Dlatego szczególnie seniorzy powinni unikać wszelkich niepotrzebnych kontaktów z innymi ludźmi, odwiedzin i spotkań aby się przypadkowo nie zarazić. Bezpieczni są w domu i na spacerze na świeżym powietrzu, spotykając się z najbliższymi ludźmi o którzy na pewno wiedzą że są zdrowi. Warto poprosić telefonicznie rodzinę, sąsiadów, czy znajomych o robienie niezbędnych zakupów i dostarczenie ich do domu pod drzwi. Warto też rozważyć udział we mszy świętej transmitowanej przez telewizję, czy radio.

    Dzieci szkolne, studenci

    Kiedy Główny Inspektor Sanitarny zawiesza działanie szkół, robi to głównie po to aby ograniczyć ryzyko rozprzestrzeniania się choroby. Dzieci i młodzież w większości chorują łagodnie, ale mogą zakazić na przykład swoich dziadków, czy babcie. Dlatego uczniowie i studenci w okresie zawieszenia działalności szkół nie powinni spotykać się w większych grupach w pomieszczeniach zamkniętych. Bezpieczne są wszystkie zajęcia domowe lub bez bliskich kontaktów (bez dotykania) na świeżym powietrzu.

     

    Kiedy podejrzewać u siebie zarażenie koronawirusem.

    Aby myśleć o tym że zachorowaliśmy muszą być spełnione trzy warunki:

    1. Kontakt – wyjazd do obszaru w którym jest aktywna epidemia, albo bezpośredni bliski kontakt osobą chorą.
    2. Najczęściej pięć dni po tym kontakcie: gorączka 38 stopni lub więcej i osłabienie.
    3. Kaszel suchy, trudności z oddychaniem.

     

    Co robić kiedy podejrzewamy zakażenie?

    Osoba, która podejrzewa u siebie zarażenie koronawirusem nie powinna zgłaszać się do Przychodni, ani do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Zgodnie z wytycznymi Głównego Inspektora Sanitarnego lekarz w Przychodni albo w SOR nie ma prawa nawet takiej osoby zbadać. Powinien odizolować takiego chorego i zamówić specjalny transport, który przewiezie go do jednego ze Szpitali Zakaźnych. Najlepiej zadzwonić do swojej Przychodni i skontaktować się z lekarzem. Lekarz ma prawo udzielić porady telefonicznej i wystawić na jej podstawie elektroniczne zwolnienie z pracy do 14 dni. W czasie takiego zwolnienia trzeba stosować leczenie jak w grypie (odpoczynek, leki przecigorączkowe, picie dużej ilości płynów). Konieczna jest samoobserwacja i mierzenie 2 x dziennie temperatury. Jeżeli pojawia się duszność i kłopoty z oddychaniem trzeba zadzwonić na całodobowy numer 112, pod którym dyżurują ludzie organizujący niezbędną pomoc. W razie problemów można też zasięgnąć porady dzwoniąc pod całodobowy numer informacji NFZ:  800 190 590, albo do Wojewódzkiej Stacji Sanepid w Gdańsku, nr telefonu (+48) 605 602 195.

     

    Kwarantanna

    Osoby, które mieszkają, lub pracują w bliskim kontakcie z osobą która zachorowała powinny podlegać 14-dniowej kwarantannie. W tym celu należy zadzwonić do Stacji Sanepid (telefony powyżej), aby powiadomić o kontakcie z osobą chorą i uzyskać postanowienie o kwarantannie, które jest równoważne ze zwolnieniem lekarskim. W czasie kwarantanny należy pozostawać w domu, poprosić telefonicznie sąsiadów czy znajomych o dostarczanie pod drzwi potrzebnych zakupów. Wiemy już że choroba ujawnia się najczęściej po 5 dniach od zarażenia, ale zdarzają się osoby z dłuższym okresem wylęgania – dlatego kwarantanna trwa 14 dni. Ze statystyk chińskich i włoskich wiemy, że rodzina i bliscy osoby chorej mieszkające razem zarażają się w około 10% jeżeli zachowują zasady ochrony przed zarażeniem.

     

    Maseczki

    Maseczka chirurgiczna (lub inna z kilku warstw tkaniny) chroni przed przenoszeniem koronawirusa, kiedy używa jej osoba chora, kaszląca. Drobne kropelki zawierające wirusa, nie rozpylają się wtedy  w powietrzu tylko osiadają na maseczce. Maseczka zmniejsza też ryzyko zakażenia u osób pielęgnujących chorych w zamkniętych pomieszczeniach, kiedy musi dochodzić do bliskiego kontaktu.  Noszenie maseczki na otwartych przestrzeniach, albo w pomieszczeniach gdzie nie wchodzą inni ludzie nie jest potrzebne, jednak częste zdejmowanie i zakładanie maseczki może stwarzać ryzyko skażenia twarzy i rąk. Dlatego w niektórych krajach rekomenduje się noszenie maseczek również i na otwartej przestrzeni np. w mieście. Kiedy wychodzimy z domu, czy z własnego samochodu zakładamy wcześniej maseczkę, którą zdejmujemy po powrocie wkładając ją do przygotowanej miseczki ze środkiem piorącym, lub do foliowego woreczka. Warto potem umyć, lub ewentualnie zdezynfekować ręce.

     

    Komunikacja publiczną

    Należy ograniczyć się tylko do rzeczywiście koniecznych przejazdów komunikacją publiczną (autobusy, tramwaje, pociągi). Jeżeli to możliwe – należy zadbać o częste wywietrzenie pojazdów. Należy zachować jak największą odległość od innych ludzi. Maseczka na twarzy zmniejsza ryzyko przypadkowego zarażenia w czasie przejazdów. Osoby chore, podejrzane o chorobę, lub w czasie kwarantanny nie powinny w ogóle używać środków komunikacji publicznej.

    Higiena osobista

    Bardzo ważne jest zachowanie zasad higieny osobistej. Poza domem i po przyjściu do domu należy starannie myć ręce. Dla zwiększenia bezpieczeństwa własnego i swoich bliskich warto często po przyjściu do domu brać prysznic. Ważne jest też zadbanie o dobrą odporność: odpowiednia długość snu, zdrowe odżywianie. Nie ma argumentów naukowych, które potwierdzają skuteczność leków, czy suplementów diety w zmniejszaniu ryzyka zarażenia koronawirusem. Aby zapobiegać zarażeniu niekonieczne są płyny dezynfekcyjne, wystarczy zwykłe mydło, szampon i środki czyszczące często stosowane. Opakowanie ze środkiem odkażającym warto nosić ze sobą, nie wszędzie można umyć ręce.

     

    Wizyty u lekarza

    Należy unikać wizyt u lekarza jeżeli nie są absolutnie konieczne. Zwykłe przeziębienia nie wymagają wizyty w Przychodni, można je leczyć samodzielnie w domu (leżenie w łóżku, leki przeciwgorączkowe, picie dużej ilości płynów).  Zwolnienie do 14 dni można uzyskać telefonicznie (teleporada z lekarzem rodzinnym w swojej Przychodni). Trzeba też odłożyć wszelkie wizyty profilaktyczne, czy kontrolne wizyty u lekarza. Przepisy ustanowione na czas epidemii dopuszczają możliwość porady telefonicznej. Warto zadzwonić do Przychodni, jeżeli potrzebujemy po prostu przedłużenia recepty na leki które przyjmujemy na stałe. Można taką receptę odebrać nie czekając w poczekalni na wizytę u lekarza. Jeżeli potrzebujemy pilnej pomocy medycznej możemy pojechać do najbliższego szpitala, który nie został wyznaczony jako szpital zakaźny. W Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, po przejściu wstępnego badania przy wejściu, można uzyskać normalną pomoc. W okresie epidemii działa też normalnie pogotowie ratunkowe, jednak należy wziąć pod uwagę, że obciążenie pracą zespołów pogotowia jest w okresie epidemii bardzo duże i na pomoc trzeba będzie dłużej poczekać.

     

    Podróże

    Zalecane jest odwołanie wszelkich wyjazdów które nie są konieczne, związane z pracą, czy niezbędną pomocą dla bliskich. Nierozsądnym rozwiązaniem jest wysyłanie dzieci szkolnych do rodziny czy znajomych; odwołane zajęcia w szkołach to nie są wakacje.

     

    Praca

    Bardzo ważną rzeczą jest utrzymanie bieżącej pracy zakładów, telekomunikacji, handlu i usług. Dlatego nie powinniśmy uciekać z pracy na zwolnienie, czy urlop. Trzeba przemyśleć zasady wykonywania swojej pracy aby ograniczyć kontakt z przypadkowymi osobami w zamkniętych pomieszczeniach, stosować przy kontaktach z klientami zasadę unikania bliskiego kontaktu. Jeżeli kontakt jest konieczny należy stosować maseczkę i jednorazowe rękawiczki. Konieczne jest przestrzeganie zasad higieny osobistej, częste mycie rąk, częste mycie detergentami i ewentualna dezynfekcja powierzchni narażonych na dotykanie lub kaszel klientów. W pracy biurowej o ile to możliwe, część pracy można wykonywać zdalnie – przez internet.

     

    Gdzie szukać informacji?

    Aktualne i prawdziwe informacje, rekomendacje i instrukcje jak postępować w różnych sytuacjach związanych z koronawirusem, można znaleźć na stronie internetowej Głównego Inspektora Sanitarnego: gis.gov.pl  , albo na stronie Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Gdańsku:  www.wsse.gda.pl .

     

    Po co mam się dostosować? Jak długo to będzie trwało?

    Ilość zachorowań na początku szybko rośnie. W tej fazie epidemii zbiorowa odpowiedzialność i przestrzeganie zasad ma największe znaczenie. Nawet jeżeli nie zgadzamy się z  ograniczającymi naszą swobodę regułami, powinniśmy je stosować. Porównanie Włoch i Niemiec pokazuje jak dużo można osiągnąć szybko wdrażając i odpowiedzialnie przestrzegając zasad profilaktycznych.  W obu krajach pierwsze zachorowania wystąpiły 15 lutego. We Włoszech do 12 marca zachorowały 12462, z których 827 zmarło, a w Niemczech  w tym samym czasie zachorowało 1966 osób, z których 3 zmarły. W Polsce chcemy być jeszcze bardziej zdyscyplinowani, ponieważ od tego zależy życie wielu z nas. Od Ciebie zależy ile osób z Twojego otoczenia zachoruje i ile osób umrze.

    Oprac. Roman Budziński. W opracowaniu wykorzystałem dane z piśmiennictwa naukowego z ostatnich miesięcy, dane ze stron internetowych WHO, ECDC, CDC, GIS, oraz zapisy Specustawy i wytyczne Głównego Inspektora Sanitarnego. Opracowanie jest aktualne na koniec marca 2020r. Świeższych informacji można szukać na stronach Głównego Inspektora Sanitarnego. Dziękuję za konsultacje merytoryczne prof. Tomaszowi Smiataczowi, Kierownikowi Kliniki Chorób Zakaźnych Gdańskiego.

  • Alfabet na epidemie - dr med. Tadeusz Jędrzejczyk

    • A - Aktywność fizyczna

      15.04.2020

      „W chwili, gdy zaakceptujemy nasze ograniczenia, będziemy w stanie je przezwyciężyć”
      A.Einstein

      Hasło #zostanwdomu przyjęło się w trakcie epidemii i zostało zaakceptowane. Z faktami nie należy dyskutować. Nie oznacza jednak, że nie warto spróbować ich zrozumieć. Bez wątpienia łatwiej zrozumieć takie hasło niż “zachowaj społeczny dystans”. Chociaż w skutecznym zapobieganiu epidemii to drugie ma większe znaczenie. Stąd odpowiedź, że rządzący wolą mówić a rządzeni słuchać coś, co wydaje się zrozumiałym przekazem. Mimo, że jednocześnie niekoniecznie najpożyteczniejszym. Na początku epidemii Minister Zdrowia uznawał, że jedno wyjście z domu w celach rekreacyjnych jest podstawową życiową potrzebą. Później rząd wycofał się z tej tezy. Padło nawet stwierdzenie “to nie czas na utrzymywanie formy”. Pojawiają się jednak kolejne sygnały o powrocie do przychylniejsze oficjalne spojrzenie na porcję ruchu, nie ograniczającego się jedynie do domowej porcji nieco zapomnianej “szwedzkiej gimnastyki” w czasie epidemii. Pozostaje nam, naiwnym, zadać sobie pytanie- jest zatem czy nie jest moją potrzebą codzienny spacer?

      Korzyści
      Nasze dostosowanie do wysiłku tak silnie warunkuje naszą biochemię i fizjologię, że jego niewystarczająca dawka negatywnie wpływa na nasze funkcjonowanie. Czyli na aktywność fizyczną jesteśmy skazani, jeśli nie chcemy narażać własnego organizmu na potężny stres. Konsekwentnie trzymając się zasady szklanki do połowy (a nawet całkiem) pełnej, nie pijmy jednak ze źródeł lęków i strachu a wykorzystajmy w pierwszej kolejności raczej pozytywne argumenty.
      W miarę, jak coraz dokładniej badano efekty indywidualnie zróżnicowanego poziomu aktywności fizycznej, ujawniały się kolejne korzyści płynące z jej systematycznego praktykowania. Najszybciej okazało się jasne, że najpowszechniejsza grupa chorób cywilizacyjnych, to jest choroby układu krążenia, zdecydowanie rzadziej ujawnia się właśnie wśród aktywnych fizycznie. Systematyczne bieganie, szybkie marsze czy nawet relatywnie lekkie ćwiczenia w stylu klasycznej “gimnastyki szwedzkiej” obniża ciśnienie tętnicze krwi, obniża tętno spoczynkowe i poprawia przepływ krwi przez naczynia wieńcowe, zaopatrujące mięsień serca. Już sam ten efekt powinien skłonić nas do myślenia i działania. Ostatecznie wciąż około połowy przedwczesnych zgonów jest spowodowana właśnie schorzeniami serca i naczyń.
      Drugą grupą schorzeń, na które regularna aktywność wpływa prewencyjnie to nowotwory. Co ciekawe, także do wsparcia leczenia tego drugiego zabójcy coraz powszechniej rozważa się podjęcie i kontynuowanie ćwiczeń.
      Cały osobny rozdział można napisać o wpływie ćwiczeń na powstrzymanie rozwoju cukrzycy. Oczywiście bardzo ważna jest w tym punkcie dieta. Jeśli jednak od czasu do czasu będziesz chciał sobie pozwolić na ciastko, to zdecydowanie lepiej, gdy spalisz zawarte w nim kalorie w ciągu kwadransa przy tętnie 120/min niż w trakcie 2h siedzenia w fotelu przed telewizorem.
      Innym polem pozytywnego wpływu regularnego zmuszanie mięśni, stawów i więzadeł (a pośrednio – praktycznie wszystkich organów i tkanek) do ruchu jest także wzmocnienie układu odpornościowego. Udowodnienie tej relacji nie było zupełnie proste, teraz mamy jednak pewność, że tak to właśnie działa.
      Na końcu krótkiego podsumowania korzyści nie zapominajmy o narządzie, którego właśnie używasz, czytając niniejszy tekst. Tak, utrzymywanie kondycji fizycznej sprzyja także tej psychicznej.
      Coraz mniej znajdziecie przeciwwskazań do aktywności, co wszakże nie znaczy, że ścisłe zastosowanie się do zaleceń da Ci gwarancję zdrowego życia do 80-tki. Więcej na ten temat znajdziesz pod hasłem Lata życia i Indywidualizm.

      Stare przyzwyczajenia
      Zanim jeszcze przystąpimy do działania, warto spojrzeć jak głęboko wspomniane wcześniej uwarunkowania wpłynęły na nasze myślenie. Jesteś chory, zaprzestań, powstrzymaj się od aktywności. Oczywiście – jest to głęboka prawda. Tyle, że to tylko “tyż prawda”. Oczywiście ostry stan zapalny wywołany np. wirusem (niekoniecznie tym wirusem) nie leczymy maratonem. Nawet nie ostrym marszem. Podobnie po urazie, nagłej utracie krwi, zabiegu operacyjnym, nie mówiąc o innych poważnych stanach nagłych jak zawał serca czy udar. Jednak obecnie medycy, nauczeni dziesiątkami lat obserwacji badań wiedzą, że po koniecznym unieruchomieniu kluczowe dla utrzymania stanu zdrowia jest jak najszybsze, chociaż oczywiście inteligentnie dobrane i kontrolowane, uruchomienie pacjenta.Pół wieku temu, po popularnej operacji przepukliny, zalecało się cztery tygodnie leżenia plackiem. Obecnie już po dobie zaczyna się stopniowe zachęcanie pacjenta do podejmowania wybranych aktywności ruchowych. Tylko z tymi, które, związane są z ryzykiem narażenia tworzącej się blizny, jak dźwiganie ciężarów czy skakanie trzeba czekać odpowiednio dłużej.

      Siedzenie nasze powszednie
      Marketing (trochę na ten temat przy haśle reklama) wykorzystuje sprytnie zakodowane w nas nastawienie do oszczędzenia naszych biologicznych zasobów energetycznych. Skrajnym symbolem jest “drive-through” różnych sieci fast-foodów. Na marginesie, i do badań na obecność wirusa zastosowano ten właśnie sposób myślenia, co stanowi jeden z przyczynków innej pozycji w Alfabecie (N-ierówności w zdrowiu). Schemat: siedząca praca – niewiele wnoszące aktywności domowe – telewizor/komputer jako główna rozrywka – zdiagnozujemy to za moment nieco dokładniej. Na razie tylko wspomnijmy, że wzorzec ten silnie zakorzenił się w społeczeństwie, stąd decyzje zarówno lokalnych jak i krajowych polityków, którzy nimi taki stan rzeczy utrwalają nie budzą większych wątpliwości i są przyjmowane zupełnie bezrefleksyjnie jako właściwe. W efekcie zarówno przyjmowane regulacji i sposób wydatkowania środków publicznych, ułatwiając biznesowi dalszą ekspansję, skutecznie ogranicza nasze autonomiczne decyzje, jeśli chcielibyśmy jednak aktywność fizyczną realizować.

      Kraj ludzi siedzących
      W praktyce, wraz z czynnikami wpływającą na organizację życia, możemy przyjąć, że mamy do czynienia z sytuacją, w której 35 do 50% mieszkańców naszego kraju wykazuje skrajnie niską aktywność fizyczną, a kolejne 20-40% ma niewystarczającą dla zachowania zdrowia. Można bezpiecznie stwierdzić, że mimo rosnącej świadomości, praktycznie zachowania Polaków nie nadążają za coraz większą świadomością. Patrząc na całą polską populację, szklanka oczywiście nie jest pusta. Jednak jej wypełnienie, mierzone odsetkiem mieszkańców, którzy podejmują rekomendowany poziom aktywności fizycznej, okaże się, że to nie więcej niż 15-20%.

      Actio – czyli do dzieła
      Najwyższa pora przejść do odpowiedzi na pytanie jak to właściwie ma wyglądać? Prawdopodobnie zetknęliście się już z różnymi zaleceniami typu 30 minut dziennie, trzy razy w tygodniu. Część mogła uznać, po zsumowaniu i zaokrągleniu różnego czasu spacerów czy chodzenia z wózkiem po hipermarkecie, że spełnia ten wymóg. Jak się łatwo domyślić – rzeczywiście powinniśmy się odnieść do jakiegoś wzorca.

      Pierwszy punkt, dla uproszczenia adresowany do osób dorosłych, bez uwzględnienia dzieci, młodzieży, seniorów czy kobiet w ciąży. 150-300 minut umiarkowanej lub 75 do 150 minut intensywnej aktywności fizycznej tygodniowo, chociaż przekroczenie tego limitu ( 5h i więcej tygodniowo umiarkowanej aktywności) także jest korzystne dla zdrowia. Wymóg ciągłego 30-minutowego wysiłku został ze wzorca wycofany. Mówiąc inaczej – rzeczywiście możesz także 10 minut truchtu plus 5 minut na siłowni w parku zaliczyć do wypełnienia przez siebie standardu. Jednak zanim to zrobisz, upewnij się, czy dany wysiłek możesz zaliczyć do kategorii “umiarkowany” lub “intensywny”. Jeśli przejdziesz do grupy zaawansowanej, to oczywiście dotrzesz do wzoru właściwego dla Twojego wieku i możliwości tętna. Jeśli nie – do wykorzystania masz dużo prostszą metodę. Umiarkowany – ale wciąż -wysiłek – jest wtedy, gdy podczas jego wykonywania możesz jeszcze bez problemu rozmawiać, jednak niemożliwe jest śpiewanie. Tak, amerykańscy marines, właściwie nie śpiewają, tylko na przemian skandują wersy piosenki na zmianę z drugim głosem kaprala czy sierżanta. Czyli na swoim poziomie wydolności jest to jak najbardziej umiarkowany wysiłek fizyczny. Spacer z prędkością 3-4 km/h czy przemierzanie sali w hipermarkecie nie spełnia tego wymogu, czego proszę nie zrozumieć jako zachęty do wyścigów w pogoni za promocją. Nie bez powodu jednak przywołałem wcześniej przykład piechoty morskiej. Rzecz jasna inny poziom wydolności ma młody, 20-letni rekrut a inny osoba, która w wieku lat 45 staje przed dylematem – może jednak najwyższy czas zadbać o zdrowie? Coś, co dla jednej osoby będzie wysiłkiem umiarkowanym, dla innej może spełniać wymóg “intensywnej aktywności”.
      Intensywny wysiłek to, jak już się zapewne domyślacie, taki, przy którym i mówienie jest bardzo trudne i komunikacja ustna będzie musiała być dzielona na sylaby.

      Drugi punkt – najlepiej, gdy aktywność fizyczna rozkłada się w czasie każdego tygodnia. Co prawda weekendowi wojownicy, którzy po spędzeniu z laptopem całego tygodnia zrobią 10 km biegiem, 20 na rowerze i jeszcze 2 km kraulem też odniosą korzyść, rozsądniej jest rozplanowywać wysiłek nieco równomierniej.

      Trzeci punkt dotyczy wysiłku siłowego. W przypadku pierwszych dwóch chodziło o wysiłek aerobowy (zwany też tlenowym, czy kardio), czyli taki, gdzie generalnie dostarczasz w trakcie jego trwania przez płuca tyle tlenu, ile mięśnie i wszystkie tkanki zużywają. Przy treningu siłowym jest trochę inaczej. Mięśnie, obciążone takim wysiłkiem, pozyskują energię z przemian beztlenowych, przez co mówimy o powstaniu długu tego życiodajnego gazu w tkance. Taki wysiłek jest zalecany co najmniej dwa razy w tygodniu.

      Na samym końcu punkt zero. Nawet 5 minut minimalnej aktywności fizycznej to lepsze niż nic. Jak to rozumieć? Bardzo prosto. Masz do wyboru windę i schody, żeby wjechać na drugie czy trzecie piętro? Wybierając schody czasu nie stracisz, a robiąc to codziennie, dostarczasz zawsze odrobiny potrzebnego nam codziennie ruchu.

      Epidemia – szansa czy zagrożenie?
      Na początku pandemii w Polsce z uznaniem słuchałem, gdy Minister Zdrowia podkreślał, że ważną codzienną potrzebą jest odpowiednia dawka spaceru. Niestety podejście to zmieniło się w kolejnych tygodniach trwania kryzysu. Zakaz wstępu do lasu obok ewidentnych szykan wobec cyklistów, który trudniej uzasadnić od rezygnacji z wielu innych potencjalnych ograniczeń, można uznać za pełne zwycięstwo reakcji – w rozumieniu wygrania głęboko zakorzenionego “lenistwa”, wspartego poszukiwaniem różnych, poza-racjonalnych argumentów. Jakkolwiek można rzeczywiście uznać, że w większości miast w Polsce powierzchnia parków i innych łatwo dostępnych terenów rekreacyjnych jest zbyt mała, żeby zapewnić bezpieczny społeczny dystans, jednak finalny odbiór w zbiorowej podświadomości może przynieść w przyszłości dużo szkód. Powstanie bowiem zlepek pojęciowy “w domu i samochodzie bezpiecznie” w “parku i lesie – duże ryzyko”. Takiego zaś myślenia błędnego myślenia już i przed epidemią w Polsce nie brakowało. Przymusowa kwarantanna w domu dla większości mieszkańców przyczyni się do utrwalenia nawyków siedzącego trybu życia. To zaś właśnie było jedną z najważniejszych, jeśli nie najważniejszą, z przyczyn, dla których tak wielu z nas jest w takim stopniu podatna na niszczycielską siłę wirusa.

    • D - Dieta

      08.04.2020

      „Nie ma bardziej szczerej miłości, niż ta do jedzenia”
      G.B. Shaw

      Dieta na pierwszy rzut oka nie ma wiele wspólnego z pandemią. Jeśli jednak przyjrzymy się uważniej, to wzajemne związki przyczynowo-skutkowe są oczywiste. Szczególnie wrażliwe na ciężki przebieg zachorowania są osoby cierpiące na choroby określane popularnym, chociaż nie do końca precyzyjnym terminem „choroby cywilizacyjne”. Większość pacjentów o fatalnym przebiegu cierpiała wcześniej jednocześnie na dwie, trzy a czasami nawet więcej chorób przewlekłych. Nie wchodząc w dokładne mechanizmy i nie próbując rozstrzygnąć kilku konkurencyjnych hipotez (rozważających wpływ leków, stan układu odpornościowego czy przebieg stanu zapalnego), dlaczego tak właśnie się dzieje, jedno wiemy na pewno. Znaczący udział w ciężkich i śmiertelnych przebiegach COVID-19 ma nie tylko wiek, ale to co najczęściej zabija nas przedwcześnie na co dzień: choroby cywilizacyjne. W tych zaś największy, zaraz po braku odpowiedniej dawki aktywności fizyczne (do planu)j, ma udział nasza dieta.

      Nie dieta – tylko nawyki żywieniowe. Dla precyzji. Mówiąc “dieta” możemy mieć na myśli dwa różne pojęcia. “Przez trzy miesiące byłem na diecie bezglutenowej” i “Od 30 roku życia jestem wegetarianinem” – właśnie pokazują tą różnicę. Czasami dieta jest zalecana przez lekarza/dietetyka klinicznego – i ma wtedy charakter interwencji, lub, jak w przypadku diety eliminacyjnej – pomaga także w ustaleniu rozpoznania. Dla utrzymania zdrowia większości z nas, a przy okazji uniknięcia konieczności zasięgnięcia leczniczej porady dietetycznej (prewencyjna oczywiście – jak najbardziej może być przydatna!) warto raczej pracować nad właściwymi nawykami żywieniowymi, systematycznie nad nimi pracować i je utrwalać. Jeśli będzie zaś, mimo całego wysiłku, będzie potrzebna interwencja dietetyczna – będzie ona i łatwiejsza, i najprawdopodobniej skuteczniejsza.

      Nawyki dietetyczne, jeśli podsumujemy nasz aktualny stan wiedzy, można oprzeć na kilku prostych zasadach.

      ☑️Warzywa, warzywa i owoce. Codziennie, zawsze, najlepiej do każdego posiłku. Pomiędzy posiłkami także – pod warunkiem, że nie są to badany i suszone figi – pamiętaj, część owoców jest wcale kaloryczna.W tym przynajmniej raz dziennie nie poddane obróbce termicznej, inaczej mówiąc – surowe.

      ☑️ Rośliny strączkowe i ich produkty – codziennie lub prawie codziennie. Fasola, groch, ciecierzyca, soczewica, bób, soja – to doskonałe i wystarczające jakościowo źródło białka. Dodatkowa zaleta: są relatywnie niedrogie.

      ☑️ Mniej produktów o skoncentrowanej dawce węglowodanów: cukru, także miodu, bułek, itp białego pieczywa. Błonnik: zamiast chleba/makaronu białego, produkty razowe. Oczywiście błonnik znajdziesz też w warzywach i w owocach.

      ☑️ Mniej produktów zwierzęcych, nie tylko mięsa, ale także nabiału. W istocie nie potrzebujemy aż tyle białka, ile w rzeczywistości (średnio) spożywamy, zwłaszcza, jeśli pamiętamy o roślinach strączkowych. Przy czym mało, znaczy mało: poniżej 100g. dziennie (oczywiście taki produkt jak maślanka, naturalny jogurt itp jako “rozcieńczone” wodą można traktować zdecydowanie liberalniej; tu mam na myśli bardziej “skoncentrowane”, jak: jajka, ser, twarożek, kawałek mięsa). Najlepiej jeszcze mniej.

      ☑️ Produkty proste, jeśli się da z powodu stylu życia – jak najmniej przetworzone przemysłowo. Obecnie łatwo znaleźć całą listę ulepszaczy, począwszy od syropu glukozowo-fruktozowego, których należy unikać To oczywiście wymaga nieco więcej zaangażowania w kuchni ale często wysiłek jest tego warty – nie tylko w bardziej wartościowej diecie ale i odczuć naszych kubków smakowych i węchowych.

      ☑️ Mocne dowody wskazują, że zarówno to co jemy jest ważne jak i to kiedy jemy. Pierwszy posiłek tuż po obudzeniu a ostatni tuż przed zaśnięciem – to prosty przepis na kłopoty ze zdrowiem. 14-16 godzinne przerwy pomiędzy pierwszym a ostatnim posiłkiem dnia można, już na obecnym etapie śmiało rekomendować do stosowania osobom zdrowym.
      Jeśli jesteś daleko od powyższych (i opisanych lepiej i dokładniej w wielu innych, godnych polecenia miejscach) zasad i rozważasz, czy jednak nie spróbować zmienić – warto postawić sobie pytanie jak to zrobić. Jak wspomniano powyżej – efekty nawet najlepszej dieta, nawet jeśli będzie w 100% przestrzegana przez 3 miesiące znikną w ciągu kolejnych kwartałów. Dla większości z nas lepszym rozwiązaniem jest zrobienie pierwszego kroku … a potem systematyczny marsz dalej. W tempie ambitnym ale też nie takim, że zatrzymasz się z powodu przeciążenia ścięgna.

      ☑️ Plan podróży. Zanim zrobisz pierwszy krok – pomyśl (zapisz) plan 3 kolejnych. Nie zapominając oczywiście o kierunku i prawdziwych nagród czekających w ziemi obiecanej.

      ☑️ Po osiągnięciu jednego etapu warto go utrwalić zanim przejdzie się do następnego. Jeśli zdecydujesz się na stosowanie dłuższych przerw między ostatnim a pierwszym posiłkiem – można zacząć choćby o robieniu tego raz w tygodniu. Efekt zdrowotny może nie będzie zbyt duży. Jeśli jednak w czasie kwartału uda się dojść do utrzymania “dietetycznego dystansu” 3 razy na tydzień – to już jest duży kamień milowy.

      ☑️ Wsparcie środowiska. Zmiany, które chcemy osiągnąć w swoim życiu rozbijają się z powodu braku wsparcia społecznego. Do wyboru: znajdź trenera, coach-a, sparingpartnera, realizuj plan w rodzinie, grupie rówieśniczej – oczywiście niekoniecznie profesjonalisty. Oczywiście zgodnie z Twoimi preferencjami i możliwościami. Jeśli jesteś skrajnym introwertykiem – to oczywiście takie rozwiązanie może być nawet przeciw-skuteczne.

      ☑️ Wykorzystaj zaszyty w swoim mózgu mechanizm nagrody zamiast z nim walczyć. Po osiągnięciu wyznaczonych kamieni milowych warto zaplanować coś, co sprawi Ci przyjemność. W granicach rozsądku i możliwości finansowych, rzecz jasna.
      W trakcie samej pandemii większość z nas ma więcej czasu na zajęcie się … zawartością lodówki. Nie mamy niestety włączonego mechanizmu, który powie nam: mniej się ruszasz, rzadziej otwieraj lodówkę. Odruch sięgania po mechanizm nagrody, jakim jest podniesienie poziomu glukozy we krwi jest trudny do przezwyciężenia. Jeśli jednak wykorzystamy czas na planowanie posiłków, włączymy naszą kreatywność w ich przyrządzanie, to możemy zrobić potężny krok w kierunku trwałej zmiany nawyków żywieniowych – swoich i bliskich (QED).

      Obecne złe nawyki żywieniowe Polaków to efekt kilku czynników. Przekazywanych od pokoleń przesądów, powielania fragmentarycznych informacji, diety. ustaleń nauki sprzed ponad 100 lat, które przetrwały w myśleniu, działalności marketingowej korporacji przemysłu spożywczego, wpływu naszych własnych mikroorganizmów z przewodu pokarmowego … Nie ukrywajmy, trwała zmiana sposobu żywienia nie będzie prosta. W sensie materialnym – rzeczywiście jesteśmy tym, co zjemy. Jeśli jednak przejmiemy nad tym kontrolę – będziemy mogli powiedzieć: mój umysł kształtuje to wspaniałe i niepowtarzalne ciało.

    • F - Futurologia

      07.03.2020

      Prognozowanie na modelach nie ma nic wspólnego z przewidywaniem przyszłości przez najbardziej wziętych jasnowidzów. To oparta na analizie licznych danych, obserwacjach, doświadczeniach a czasami eksperymentach metoda oceny trendów i ich dynamiki.

      Metodę stosuje się w wielu dziedzinach, od astrofizyki po epidemiologią. Poniżej link do całkiem niedawno zrobionego badania opartego na tej właśnie metodzie – a wcześniej, w koniecznym skrócie i uproszczeniach (oraz przy unikaniu slangu epidemiologicznego), co z tego badania wynika.

      Kluczem są wskaźniki określające stopień „zaraźliwości” (ilu osobom jeden zakażony przekazuje wirusa) i „zjadliwości” (ile mamy przypadków ciężkich, powikłanych i śmiertelnych). W przypadku wciąż niepełnych danych o wirusie z Wuhan wiemy, że w obydwu wskaźnikach jest on gorszy od grypy sezonowej. Jeśli chodzi o zaraźliwość – prawdopodobnie dwa razy, co do zjadliwości – jeszcze trudniej ocenić – ale też, sądząc po doniesieniach już nie tylko z Chin, ale i z Włoch, także. Jednocześnie oczywiście ustępuje zaraźliwości odrze a zjadliwości prawdopodobnie historycznej grypie „hiszpance”.

      Z tego badania wynika prosty wniosek. Taktyka: zidentyfikuj i zdiagnozuj pacjenta, śledź źródła i kontakty w celu wykrycia kolejnych (i wcześniejszych) potencjalnych zakażeń będzie po prostu niewystarczająca.

      Własny komentarz. Jeśli nie wystarczy to co należy zrobić? Dwa proste działania: możliwie najszersza, rozsądna interwencja behawioralna oraz znaczące ograniczenie masowych wydarzeń, zwłaszcza udziałem osób z różnych obszarów geograficznych.

      Przy okazji – mówienie o obszarach zakażonych traci już rację bytu. Warszawa, Wiedeń czy Sztokholm są już prawie tak samo ryzykowne – chociaż rzecz jasna nadal ryzyko, że osoba przybywająca z tych przykładowych miast jest zarażona są wciąż relatywnie niskie.

      Komentarz do artykułu „Feasibility of controlling COVID-19 outbreaks by isolation of cases and contacts”
      Hellewell, JoelSun, Fiona et al.
      The Lancet Global Health, Volume 8, Issue 4, e488 – e496

      https://www.thelancet.com/journals/langlo/article/PIIS2214-109X(20)30074-7/fulltext

    • G - Globalizacja i cywilizacja

       15.04.2020

      „Każda rzecz, która prowadzi ludzi do nienawiści, zniszczenia i do zabijania została zebrana do zbiorowej mocy, jak nigdy wcześniej. Technologia i globalizacja dała tym wszystkim rzeczom przestrzeń nie tylko, żeby uderzyły – ale także uderzyły nas wszystkim, razem, jakbyśmy byli jednością.”
      M. WIlliamson

      Nasz świat zmienił się w ciągu zaledwie dwóch pokoleń w globalną wioskę. Pandemia rozwija się tak szybko właśnie z tego powodu, że coraz większy odsetek ludzi w ten czy inny sposób zależy od mobilności własne, rodziny i całego społeczeństwa. Przepływ informacji jest jeszcze szybszy, dlatego wiemy o pandemii więcej niż o tych, które w ciągu ostatnich stu lat obiegły planetę. Dramatyczne informacje z Włoch zmobilizowały do działania i zmiany zachowań, z których wiele okaże się skuteczne i efektywne, część nie będzie miała większego wpływu a niektóre przyniosą wręcz skutek przeciwny do zamierzonego. Dodatkowo, jak każde lekarstwo, to i zastosowane działania prewencyjne nie obędą się bez skutków ubocznych. Na razie jednak chciałbym się skoncentrować na dwóch sprawach, które mogą budzić nieporozumienia.

      1. Grupy ryzyka.

      Należy podtrzymać informacje, że wiek i współistniejące choroby zwiększają niebezpieczeństwo ciężkiego przebiegu COVID-19. Nałóżmy to na relatywnie świeżo upowszechnioną informację, że w Holandii połowa leczonych na Oddziałach Intensywnej Terapii ma poniżej 50 lat. Czy to zaprzecza przedstawionej tezie? Oczywiście nie. Jednak musimy pamiętać, że te dwa czynniki ryzyka (wiek i choroby współistniejące) zwiększają podatność na wirusa niezależnie od siebie. Czyli młoda osoba ale obciążona cukrzycą ma większe ryzyko poważnego przebiegu niż jego rówieśnik/rówieśniczka bez takiego obciążenia. Oprócz cukrzycy do takich chorób zalicza się także nadciśnienie i przewlekłą obturacyjną chorobę płuc. Nie wyczerpuje to listy, tylko wskazuje najczęstsze stany w populacji, które mają znaczenie. Czyli schorzenia rozpowszechnione (oczywiście występujące coraz częściej w kolejnych rocznikach populacji). Warto jeszcze raz podkreślić: młody wiek i brak chorób towarzyszących nie jest gwarancją bezpieczeństwa – „tylko” zmniejsza ryzyko. Więcej możecie znaleźć poniżej.

      2. Efektywna prewencja

      Efektywna prewencja jest w gruncie rzeczy prosta: wymaga zwiększenia dystansu w kontaktach między ludźmi (mierzony nie tylko w metrach ale i czasie interakcji). Drugi z podanych źródeł pokazuje na wykresach trzy strategie ograniczenia transmisji: kwarantannę, umiarkowane zwiększenie dystansu i radykalną atomizację. W tej chwili w Polsce jest stosowany miks dwóch pierwszych. Przyniesie to z pewnością ograniczenie szybkości rozprzestrzeniania się wirusa. Ostateczny efekt pozostaje niepewny. Zależy bowiem od zbyt wielu zmiennych, które na ostateczną skalę uzyskanego dystansu wpływają. Można tu zaliczyć opóźnienie w zmianie zachowań (siła przetrwania nawyków! – jak choćby podawania sobie rąk czy sięgania do ust), zastąpienie jednych kontaktów innymi (zamiast wyjść do baru spotkanie w domu). Ostatecznie jesteśmy istotami społecznymi i nawet osoby postrzegane jako „odludki” w rzeczywistości utrzymują zaskakująco dużo kontaktów. Oczywiście mamy jeszcze technologię. Zarówno do utrzymywania społecznych powiązań jak i zabezpieczających nas fizycznie. To też rodzi pewną nadzieję, chociaż na ten drugi element czasu mamy coraz mniej.

      Wreszcie jeszcze jeden element. Wiemy coraz więcej i szybciej. Jednak wiedza o nitce kwasu rybonukleinowego (króciutkiej w porównaniu z genomem każdego z nas) w charakterystycznej lipidowo-białkowej łupince i jej interakcjach z ludzkim organizmem jest niewielka. Wciąż nasze doświadczenie ogranicza się do kilku miesięcy. Jedno jest pewne. Ta złośliwa drobinka już wstrząsnęła młodziutką globalną cywilizacją – a to przecież dopiero początek sztormu.

    • M - Maski

      28.03.2020

      Nosić albo nie nosić – oto jest pytanie

      Noszenie masek w czasie pandemii to temat wywołujący wyjątkowo liczne kontrowersje. Światowa Organizacja Zdrowia, powiedzmy to szczerze, nie jest do końca konsekwentna w swoich zaleceniach dotyczących używania masek. Nie krytykuję ani nie podważam wiedzy i dobrej woli ekspertów, którzy przygotowali rekomendację dla WHO. Pragnę tylko zauważyć, że rekomendacje z czasem ulegają zmianie. Na przykład karmienie wyłącznie mlekiem naturalnym – kiedyś stawiano granicę 3 miesięcy, teraz na 6 miesięcy. Więcej na temat rekomendacji WHO – w komentarzu.

      Zatem podtrzymuję swoją wcześniejszą opinię, że używanie maseczek chroni przede wszystkim innych przede mną. Nie 100% ale, przy prawidłowym użyciu zmniejszenie ryzyka jest wyraźne. Nawet zaś niewielkiej formalnie skali zmniejszenie wskaźnika, którym mierzymy stopień zaraźliwości, może przełożyć się na ocalenie wielu osób. Maseczka rzecz jasna chroni także noszącego ją – ale w tym krótkim eseju chodzi mi o efekt zdrowia publicznego. Największym zaś zagrożeniem w rozpowszechnianiu SARS-CoV-2 są zaś bezobjawowi nosiciele (część z nich, po okresie bezobjawowych, rozwija różne objawy COVID-19 oczywiście).

      Jak zatem wykorzystać to narzędzie? Po pierwsze, żeby miało znaczenie w ograniczaniu dynamiki pandemii (i każdej epidemii, przenoszonej drogą kropelkową) musi być używania powszechnie, przez zdecydowaną większość zagrożonej populacji (uwaga! pojawiły się doniesienia, że koronawirus SARS-CoV-2 może przenosić się prawie „z powietrzem”, czyli
      bardziej jak odra – ale na razie to są pojedyncze sygnały, które z pewnością będą weryfikowane; to akurat ważne – bo wtedy to zmniejszenie ryzyka przy pomocy masek nie będzie tak znaczące, jak przy grypie; osobiście zresztą skłaniam się do opinii, że chodzi o wielkość kropli w aerozolu i niewielkiej dawki wirusa potrzebnej do zakażenia).

      Inaczej ujmując -jest zdecydowanie lepszą formą ochrony zbiorowej niż Indywidualnej (tak, kolejna litera alfabetu będzie czekać na swoją kolej 🙂 ). Porównując do odry warto zauważyć, że traktujemy ją jako chorobę na tyle poważną, że populację chronią przed nią obowiązkowe szczepienia. Kolejne pytanie jest – kiedy warto ją wdrożyć? Otóż obecnie, skoro „średnio”(max. dyplomacji używając) dostępne maski są drogie, stosowane standardy ilościowe niepewne, to poza masowym importem i tak nie ma możliwości, żeby maski mogło nosić oczekiwane 90-95% osób. Jednak, przy ewentualnym, lecz wciąż jeszcze niepewnym sukcesem ograniczenia epidemii przed latem, możemy spodziewać się nawrotu fali zachorowań jesienią. Dlatego warto bardzo poważnie rozważyć, aby program „z maseczką zdrowie”; ruszył tak czy inaczej jak najszybciej i umożliwił nam łatwiejsze przetrwanie zarówno obecnego jak i kolejnego, możliwego sezonu.

      Każda interwencja zdrowia publicznego, zwłaszcza taka, która dotyka zachowań ludzkich, musi uwzględniać „wykonalność” (angielski odpowiednik „feasibility”; ma jeszcze drugie znaczenie – „prawdopodobieństwo” – czyli właśnie – chodzi o prawdopodobieństwo wykonalności). Kolejnymi elementami, które warto wziąć pod uwagę są względy ekologiczne i ekonomiczne. Tak jest, chodzi o to, że jeśli nawet lekarstwo jest trochę gorzkie, to jednak powinno jak najmniej szkodzić. Ta reguła powinna być uwzględniania także w zdrowiu publicznym – chociaż, niestety, nie zawsze jest.

      W związku z powyższym oraz praktycznie braku różnicy pomiędzy profesjonalnymi maskami jednorazowymi i wielorazowymi rozwiązanie, do którego stanęły szwalnie w wielu miejscach w Polsce (także i w moim Pomorskie ), czyli szycie masek bawełnianych (ewentualnie z wszytym filtrem), jest świetnym pomysłem. wcale nie jest złym pomysłem. Z drugiej strony, obecne masowe importowanie masek z Dalekiego Wschodu dosłownie w tygodnie po zaimportowaniu wirusa, jakkolwiek podyktowane obecnie wyższa koniecznością, budzi mój wewnętrzny opór.

      Innymi słowy: dzisiaj lepiej zaopatrzyć wszystkich w maski wzorem Czechów – ze zdecydowanie nieporównywalnym ryzykiem bycia razem z nimi wyśmianych przez „resztę” niż przyznania potem, że jednak mieli rację.

      Innymi słowy 2: maseczki profesjonalne są lepsze w ochronie, zwłaszcza w połączeniu z innymi środkami ochrony (gogle, przyłbica, kombinezon). W praktyce jednak niewykonalne jest uzbrojenie wszystkich w takie środki. Ergo: nie są praktycznie lepsze.

      Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że nie chodzi mi tu o sprzeciw wobec globalizacji ani tym bardziej niechęć wobec azjatyckich nacji i ich kultur, tylko właśnie względy praktyczne, ekologiczne (kolejne tony paliwa i dosłownie kilometry sześcienne wyemitowanego CO2) jak i ekonomiczne (po krótkim okresie pełnego zatrudnienia praca niedługo zacznie się „dobrem” coraz bardziej poszukiwanym). Oczywiście bawełnę też musimy importować, jednak jest to tylko surowiec, który i tak sprowadzamy. Oszczędności wynikające z możliwości użycia wielorazowego są zaś nie do przecenienia. Podsumowując: 8-10 maseczek każdy kupuje (i dokupuje, gdy się zużyją), tak aby zmieniać 3- 4 razy dziennie i wyprać. Podobnie, jak robimy to ze skarpetkami.

      Kiedy? Oczywiście docelowo tylko w sezonie (to znaczy – także we wszystkich kolejnych sezonach, nawet nie tak groźny jak ten obecny). Szczepienia ochronne np. przeciwko grypie, cieszą się niewystarczającą, dla zapewnienia bezpieczeństwa zdrowotnego, popularnością. Może, po obecnej pandemii, takie rozwiązanie mogłoby się (wspierane, rzecz jasna przez prawo – ale przede wszystkim – zaakceptowane społecznie) przyjąć? Poddaję pod rozwagę.

      Wielu lekarzy POZ marzy o wprowadzeniu powszechnego obowiązku stosowania maseczek przez pacjentów, przynajmniej tych z objawami infekcji. Zwłaszcza, że nie chodziłoby tu o ich używanie 16h/dobę. Niewielki pożytek z noszenia maseczki mamy sami i nasi bliźni, jeśli robimy to w lesie czy na łące. Nie ma także większego sensu nosić jej w domu (za wyjątkiem oczywiście sytuacji, gdy mieszkamy z osobami ze szczególnych grup ryzyka lub w czasie kwarantanny). Natomiast wchodząc do metra/tramwaju/autobusu, dużego sklepu, kina – i jeszcze raz – tylko i dopiero wtedy, gdy władze sanitarne oceniłyby zasadność takich decyzji.

      PS. Starym akademickim zwyczajem, dzieląc się z Wami oceną w tej konkretnej kwestii nie powinienem oczywiście zapominać o standardach przejrzystości. Na wszelki wypadek zatem wspomnę, że sam nie mam udziałów ani nie prowadzę produkcji w formie szycia maseczek sam a także nie robi tego nikt z mojej najbliższej rodziny ani robić nie zamierza. Z tej dalszej rodziny, z tego, co wiem, też zresztą nie.

    • T - Testy

      01.04.2020

      „Drzewo wiedzy nie jest drzewem życia”
      G.Byron

      Testuj, testuj, testuj … słowa Tedrosa Adhanoma Ghebreyesusa, szefa WHO obiegły świat. W zasadzie nikt do końca nie postawił antytezy, zatem również pominę tę część debaty, oraz zgodnie z zaleceniami Hegla od razu postaram się przejść do syntezy.

      Wiecie już, że “najcenniejsze” są badania, które wykrywają wirusa, chociaż tak naprawdę tylko jego charakterystyczny fragment. Używamy do nich takich nazw jak: molekularne, PCR (z różnymi odmianami, chodzi o to, że materiał genetyczny wirusa jest błyskawicznie powielany „w trybie” reakcji łańcuchowej do wykrywalnych ilości) czy genetyczne.. Drugi rodzaj testów ma na celu wykrycie przeciwciał przeciwko wirusowi. Pojawia się ich wiele pododmian, szczegółów technicznych itp. informacji – jeśli ktoś się interesuje – można łatwo znaleźć informację
      Natomiast to, czym chciałbym Was zainteresować to jak najprostszym wyjaśnieniem różnic i pól zastosowań do testów i ich potencjalnej roli w przezwyciężeniu pandemii.

      • Pierwszy rodzaj testów wykrywa samego wirusa. W każdym wirusie jest niepowtarzalna (chodzi o ułożenie we właściwej kolejności liter tego specyficznego alfabetu) nitka kwasu rybonukleinowego (RNA). Czyli jeśli w teście wyjdzie “+” to możemy z 99,9% pewnością przyjąć, że wirus w momencie pobrania był (oczywiście zamiana próbek, złe oznaczenie, zły sposób konserwacji materiału czy wreszcie awaria maszyny powodują, że 100% pewności nie mamy i w tym przypadku). To badanie NIE powie nam, że nigdy nie mieliśmy wirusa. Różne oceny mówią, że na 100 osób z wirusem jedno tego typu badanie potwierdzi u 70, 80 ale nie więcej niż 90 osób. Co więcej, jeśli zrobimy badanie zbyt szybko od ekspozycji, to może się tak zdarzyć, że mimo, iż wirus replikuje się w organizmie, to jeszcze nie udało się go uchwycić – na przykład było go za mało lub nie w tym miejscu. Inaczej mówiąc, wynik ujemny tego badania może wystąpić, gdy a) ktoś nie miał kontaktu z wirusem b) miał kontakt ale wirusowi z jakiś powodów nie udało się zreplikować w wystarczającym do czułości badania stopniu c) zaczął się replikować ale powstało wciąż zbyt mało kopii (dlatego z badaniem na koronawirusa trzeba czekać 7 dni od domniemanego kontaktu – wcześniej nie ma sensu, zbyt duża szansa na wynik ujemny mimo rozwoju choroby) d) przeszliśmy chorobę – objawowo lub bezobjawowo – ale nasz organizm na tyle skutecznie (chociaż niekoniecznie ze 100% pewnością – to zostawmy na inne rozważania) zneutralizował, że stał się niewykrywalny nawet dla tak wspaniałej technologii diagnostycznej.
        Drugi rodzaj testów wykrywa przeciwciała. Przeciwciała to nic innego jak rodzaj białek (poskręcanych w charakterystyczny sposób łańcuchów zbudowanych z aminokwasów – więcej liter, bardziej skomplikowana struktura). Dwa spośród występujących w organizmie przeciwciał ma tu znaczenie. IgM, które nasz układ odpornościowy wytwarza w fazie ostrej, IgG, które są uruchamiane w drugiej kolejności. Specyficzność i czułość tych badań jest mniejsza, jednak mają swoje zalety. Po pierwsze, w przeciwieństwie do badań samego wirusa są jak badania archeologiczne. Widzimy biologiczny ślad wirusa, który często (i – przykro mi to powiedzieć to po raz kolejny, moi przyjaciele informatycy – nie zawsze) świadczy o nabytej odporności. Jeśli wirus znowu wtargnie do organizmu, reakcja będzie (znowu niestety ten mechanizm nie daje 100% gwarancji – więcej przy omawianiu literki I) natychmiastowa: wróg zostanie wykryty i zneutralizowany. Ograniczeniem tej metody jest – najdelikatniej mówiąc – niewystarczająca specyficzność. Przy zróżnicowanym asortymencie używanych testów (jedne są lepsza, jednak bardziej kłopotliwe w używaniu i z reguły droższe; inne prostsze w użyciu ale mniej doskonałe), są na przykład takie, które potwierdzą obecność przeciwciał u 100 osób. W rzeczywistości tylko 85% (przykład słabszej jakości takich badań) miało z nim kontakt a 15% – to wyniki fałszywie dodatnie. Co więcej – potwierdzenie testem 1 grupy nie zawsze nam rozstrzyga dylemat, co wskazałem w punkcie 1. Z praktycznego punktu widzenia testy mogą być, mimo powyższych wad, użyteczne. Jeśli np. mamy w wywiadzie przebytą infekcję, potencjalny kontakt z wirusem oraz test – to łączne zaufanie do odpowiedzi na pytanie “czy przeszedł Pan/przeszła Pani zakażenie?” rośnie z 85 do 97%. WIem, nadal pewności nie ma – ale to i tak dużo lepsze, niż rzucanie monetą lub sięganie do wahadełka. W komentarzu możecie znaleźć schemat, który obrazuje obydwa rodzaje badań.
        Wróćmy do zalet i ograniczeń wykonywania testów przypadku obecnej pandemii. Tu obraz jest dużo bardziej skomplikowany. Spróbujmy to ująć w kilku przykładach.
      • tak, testy są przydatne dla lekarzy i pielęgniarek w szpitalu – dzięki nim mogą zadbać o ponadstandardową izolację, lepszą ochronę innych pacjentów oraz samych pracowników podmiotu leczniczego (to ostatnie jest ważne nie tylko dla samopoczucia, utrzymania zdrowia i zabezpieczenia ciągłości pracy ale także dlatego, że ta grupa osób to właśnie potencjalni super-nosiciele, którzy mogą roznieść, nieświadomie, wśród wielu wrażliwych na niego pacjentów);
      • tak, testy pozwalają szybko zakończyć kwarantannę, ponieważ przy braku objawów i negatywnym wyniku – pozwalają na bezpieczniejszą i szybszą decyzję o zakończeniu kwarantanny. Ograniczenie – znowu, okresy utajenia mogą u poszczególnych osób trwać różnie długo. To nie jest wyrocznia;
      • tak, większy dostęp do testów, robionych regularnie, byłby dzisiaj bardzo przydatny dla osób, które muszą pracować w trybie ciągłym a możliwości pracy zdalnej są ograniczone, mimo postępującego zamrożenia kraju. To liczne grupy, oprócz medyków wymieńmy policjantów, strażaków, pracowników wodociągów, służb sanitarnych, pracowników kluczowych sklepów czy logistyki, a nawet niektórych urzędów (jeśli kogoś pominąłem – korzystajcie z prawa do komentowania 🙂 );
      • nie, same w sobie nie zatrzymają pandemii. Sama wartość śledzenia zakażeń ma sens tylko wtedy, gdy będzie połączona z innymi mechanizmami ograniczenia rozwoju pandemii (np. M-aski). Sama taktyka “znajdź, śledź, izoluj” okazała się zawodna od samego początku obecnego kryzysu – paradoksalnie dlatego, że wirus jest globalnie łagodniejszy od tych, z którymi mieliśmy problemy wcześniej (H1N1, SARS-CoV-1, MERS, Ebola) i przy okazji całkiem szybki. W skrócie – testy nie leczą. Wiedza pomaga w podejmowaniu decyzji, to prawda. Też wszakże: źle zinterpretowane wyniki mogą dać błędne poczucie bezpieczeństwa tam, gdzie go nie ma … Innymi słowy, prosto: testy nie leczą i same w sobie nie zlikwidują pandemii.

      Na końcu warto jednak zwrócić uwagę, że narzędzia do testowania, diagnozowania i rozstrzygania mamy więcej także poza światem szpitali, przychodni czy laboratoriów. Np. już obecnie rozwiązania pozwalają na teoretyczne śledzenie groźby rozwoju epidemii – oczywiście na bardzo wczesnym etapie – np. przy pomocy aplikacji na telefony komórkowe. Powiedzmy sobie szczerze – nasze uzależnienie od technologii łączności bezprzewodowej jest tak duże, że pozwala na bardzo precyzyjne śledzenie wszystkich naszych kontaktów, także 99% tych fizycznych. Oczywiście, co człowiek wymyślił to i człowiek może obejść. Mam przed oczami obrazek, gdy niewielka grupka przybyszów z jednego z dalekowschodnich krajów, cierpliwie stała w kolejce po karty telefoniczne w systemach pre-paid. Było to wkrótce po wprowadzeniu obowiązku rejestracji takich zakupów. Jednak większość z nas dane o miejscach pobytu, przebytych podróży a nawet osób, z którymi się spotyka – przekazuje już obecnie, za pośrednictwem korporacji “właściwym służbom”. Pytanie nie brzmi, czy można od tego uciec. Pytanie brzmi, jak wykorzystać te dane między innymi dla ograniczenia ekspansji choroby – ale także – przy zapewnieniu naszych fundamentalnych praw. To bowiem ma dalej idące konsekwencje niż sama pandemia.

    • U - Uzależnienia

      19.04.2020

      „Wszystkie cierpienia, stres i zuależnienia biorą się z faktu, że jeszcze nie przekonałeś się, że jesteś tym, kogo w sobie szukasz”
      Jon Kabat-Zinn

      Jeśli czytając tytuł, zaczynasz czytać z intencją rozwiązania poważnego problemu z uzależnieniem u samego siebie lub osoby bliskiej, proszę, nie rób tego dalej. Znajdź najbliższy ośrodek terapii uzależnień i współuzależnień i tam skieruj swoje kroki. Poniższy tekst jest raczej dla osób, dla których problem jest niewielki lub chciałyby rzucić okiem na różne wymiary uzależnień wraz ze mną, niekoniecznie po to, żeby się w każdym punkcie zgodzić. Można, nawet należy szukać argumentów, gdyż problem jest wielowymiarowy i wielowątkowy. Lecz tylko takich, którzy traktują uzależnienia (i współuzależnienia) nie jako kwestię wydumaną, lecz prawdziwe wyzwanie nie tylko dla pozostających “w szponach nałogu” i ich rodzin ale dla całego społeczeństwa.

      Sporo jest spostrzeżeń, że w czasie narodowej kwarantanny mamy pogarszającą się sytuację z uzależnieniami, szczególnie z alkoholem. Zaryzykowałbym tezę, że to nie do końca jest prawda. Hipoteza, którą należałoby w pierwszej kolejności sprawdzić brzmiałaby następująco: czy po prostu, gdy zamkniemy się wszyscy w czterech ścianach to ten problem po prostu nie ma się gdzie ukryć.

      Z alkoholem w Polsce mamy problem wielowymiarowy. Po pierwsze kulturowy, czy lepiej to określając “pseudokulturowy”. Po drugie ekonomiczny, a po trzecie polityczny. Fale wzrostu i spadku spożycia (oraz wynikających stąd problemów społecznych i zdrowotnych) następują jedna za drugą. Po poprzednim wzroście pod koniec PRL-u nastąpił dość długi spadek, który jednak relatywnie niedawno odwrócił się znowu. Niestety wzrost ten nie zaalarmował władz centralnych. Ostatnia regulacja była co prawda nieco zaostrzająca kontrolę sprzedaży. Jednocześnie jednak można ją uznać za zupełnie kosmetyczną. Nasuwające się pytanie brzmi, czy nie dzieje się to ze względów ekonomicznych. Producenci i sprzedawcy to rzecz jasna silne lobby biznesowo-polityczne. Jeszcze większym czynnikiem “uzasadniającym” wolną sprzedaż alkoholu na stacjach benzynowych wydają się być jednak potężna rzeka podatków spływająca z każdym hektolitrem sprzedanego alkoholu etylowego. Jednym z absurdów polskich rozwiązań są także gminne fundusze rozwiązywania problemów alkoholowych. Gmina ma wybór: ograniczyć sprzedaż i obniżyć przychody z tego tytułu na ograniczanie negatywnych skutków albo (w niewielkim zakresie) ograniczać sprzedaż, ale jednocześnie odcinać istotne źródło i tak niewielkich zasobów na ten cel. Reklama alkoholu jest teoretycznie dość mocno ograniczona. Zwróćcie jednak uwagę, wchodząc do zdecydowanej większości sklepów spożywczych, na sposób ekspozycji i ustawienia półek z alkoholem. Trudno przeoczyć, prawda? Na samym końcu łańcucha problemów jest system ochrony zdrowia. Obciążenie dla przychodni i szpitali z tego powodu jest niedoceniane a głosy zwracające uwagę na stan rzeczy – słabe i ignorowane. Wymiar ekonomiczny na czas post-pandemicznej recesji jest dość oczywisty i nie mniej bolesny. Jeśli średnio na alkohol i papierosy osoby niższych warstw klasy średniej i o najniższych dochodach wydają zdecydowanie powyżej 10% swoich przychodów, to niewątpliwie jest to kluczowy czynnik podtrzymujący nierówności w zdrowiu.

      Każda izolacja jest oczywiście problemem samym w sobie. Nie ma jednak podstaw do tego, żeby sądzić, że kto nigdy nie miał problemów z nadużywaniem alkoholu szybko rozwinie u siebie uzależnienie z powodu przymusowego pobytu w domu przez kilka tygodni. Nieco podobnie ma się sytuacja przy innych uzależnieniach. Oczywiście dla uzależnionych od komórki, internetu czy pornografii – przebywanie przymusowe w domu może wyglądać na specyficzny raj; przy seksoholizmie a zapewne i narkotykach, jeśli łańcuch dostaw ulegnie zaburzeniom – raczej pogranicze czyśćca lub piekła. Jednak niezależnie od tego – problem nie tyle pojawia się ile zyskuje nowy wymiar. Z tym, że większość z behawioralnych, (w tym setki nieopisanych dokładnie, co nie znaczy, że nie dokuczliwych) form uzależnienie przebiega właśnie łagodnie i taki szok można wykorzystać właśnie do ujawnienia i wiwisekcji problemu. Przy czym należy pamiętać, że ten ostatni rodzaj uzależnień też przypomina COVID-19. Na 80 “lekkich” problemów przypada kilkanaścia średnich, ale też kilka zdecydowanie ciężkich, wymagających nie tylko wsparcia społecznego, ale i profesjonalnego.

      Kilka praktycznych uwag
      Do najczęściej występujących uzależnień należy palenia papierosów i ich e-odpowiedników. Dotyczy to co najmniej co czwartego Polaka. Po przyzwoitym spadku można zaobserwować niestety stabilizację. Przewidywany spadek odsetka palących jako skutek epidemii – miejmy nadzieję – nastąpi. Na pewno jednak do wyeliminowania tego zupełnie niepotrzebnego zjawiska wciąż jeszcze daleko. Poniżej propozycje podejścia, które możecie wykorzystać wobec osoby bliskiej – w rodzinie, wśród przyjaciół, kolegów w pracy. Jeśli Wam na ich zdrowiu zależy, oczywiście.

      Po pierwsze warto upewnić się, jakiego rodzaju pretekstu używają najczęściej, by nie podejmować wysiłku rozstania się z nałogiem. Innymi słowy – warto od czasu do czasu pytać, dlaczego palą? Co usłyszymy:

      • Ja w zasadzie nie palę, ot czasami do kawki albo piwa.
        Jak należy rozumieć taką argumentację? W zasadzie jest nieźle, ponieważ świadczy ona, że a) odpowiadający wie, że palenie jest szkodliwe b) prawdopodobnie rozumie, że paleniem szkodzi nie tylko sobie, ale i otoczeniu c) stara się umniejszyć swoją “winę”
      • “Rzuciłbym palenie, ale taki mam w moim życiu stres”. Twierdzenie o tyle powszechnie, co fałszywe. W zasadzie nikotyna pośrednio aktywuje elementy tego samego układu (nazywany mądrze adrenergicznym, współczulnym), który jest pobudzony w przypadku stresu, Dlatego właśnie przy paleniu tytoniu rośnie tętno, przepływ mózgowy a spada aktywność układu pokarmowego i odczuwanie bólu.
      • Wiem, że palenie szkodzi, ale mi akurat nie. To dość często spotykany mechanizm obronny. Trudniejszy do przezwyciężenia. Nie zawsze nawet przebyty zawał, udar, rozwinięte POChP czy nawet rak płuca skłania do refleksji – bo przecież tyle zanieczyszczeń (tak, zanieczyszczenia powietrza mają swój udział – o tym przeczytasz pod hasłem P)
      • Palę, bo lubię. Taka odpowiedź może pojawiać się w wielu odmianach. Np. “Niewiele mam z życia, coś mi się należy”, “chyba nie chcesz mi tego zabraniać”?
        W tym przypadku sytuacja jest najtrudniejsza. Należy ją rozumieć przede wszystkim jako ofensywną obronę swojego statusu zniewolenia nałogiem. W dużym skrócie: odczuwam tak silnie pobudzony mechanizm nagrody, że nic nie przekona mnie, żebym ze swojego skarbu zrezygnował.

      Żeby było jeszcze trudniej, w większości przypadków powyższe i inne, zbliżone odpowiedzi usłyszymy w różnych kombinacjach i mutacjach. Nie oznacza to, że nie mamy pytać. Dla każdego, także uzależnionego, to że ktoś się nim interesuje, jest ważne i odczytywane pozytywnie. Nawet, jeśli w odpowiedziach usłyszycie nutkę zniecierpliwienia (a nawet całkiem dużej irytacji). Podejmowanie dyskusji a już w szczególności otwarta konfrontacja na argumenty – będzie przeciwskuteczna. Może zamiast tego lepiej wyrazić taką myśl: “wiesz, jesteś dla mnie ważny a moje pytanie nie jest powodowane próżną ciekawością tylko tym, że chciałbym Cię lepiej zrozumieć. Mam nadzieję, że ja sam z kolei nie jestem dla Ciebie mniej ważny od Twojego palenia?”. Nie wolno wszakże poddawać się po pierwszej próbie i oczywiście wrócić do tematu przy następnej okazji, po kilku – kilkunastu dniach.

      Drugą podstawową zasadą: nie strasz chorobami. Tak jest. Uzależnienie to nie tylko siodło, uzda, lejce i ostrogi. to także sprytnie ustawione blindy (klapki na oczy), które skutecznie zasłaniają zbliżającą się przepaść.

      Trzecią zasadą: sam wykorzystaj mechanizm nagrody. Może z powodów mechanizmów ochronnych osoba uzależniona ignoruje, że kopyta coraz mocniej wciąga bagno, wciąż jednak pamięta o zielonych łąkach i strumieniu z krystalicznie czystą wodą. Jeśli przy okazji każdego spotkania (pamiętaj o dyplomacji; jeździec, mimo, że go nie widać w siodle uzależnionego nie chce jechać w stronę, którą pokazujesz) warto takie pozytywy nakreślać. Lepsza wydolność fizyczna. Estetyczniejszy wygląd bez papierosa i milszy zapach z ust i ubrania. Duma z przezwyciężenia nałogu. Ciekawy sposób na wydatkowanie zaoszczędzonych pieniędzy. Bycie lepszym mężem/ojcem/matką/ciotką…. Na pewno znajdziesz sam kolejne 50 pozytywnych przekazów.

      Po czwarte: zasygnalizuj, że rozumiesz mechanizmy uzależnienia i wiesz, że nie jest łatwo. Warto przedtem poczytać, jak działa nikotyna. Bez problemu i kosztów znajdziesz ciekawe i dokładne informacje. Pamiętaj, to dla Ciebie ważne, bo wciąż jednak obawiasz się, że może jednak palenie będzie ważniejsze od Twojej z uzależnionym relacji. Dlatego chcesz poznać wroga (konkurenta o względy) lepiej. Jednak nie tłumacz na siłę szczegółów. Poczekaj, aż sam/a zacznie pytać. Inaczej twoje słowa i tak będą na “ślepym polu” a wysiłek pójdzie na marne.

      Po piąte: jeśli już ktoś podejmie próbę rzucenia palenia – warto wzmocnić w sposób umiejętny, jednak niekoniecznie także zbyt agresywny. Na przykład zaznaczyć sobie w kalendarzu datę i złożyć gratulację w dowolnym schemacie: po pierwszej dobie, po tygodniu, dwóch, miesiącu,kwartale, półroczu i roku. Wzmocnienie pozytywne działa. Jednocześnie być cierpliwym zwłaszcza w pierwszy etapie po odstawieniu nikotyny. Drażliwość to po prostu behawioralna odpowiedź zrzucania chemicznego wędzidła.

      PS. Pisałem już 28 marca o maseczkach. Mimo, że rząd IMO poszedł za daleko, nakazując nosić je także “na pustej ulicy”, mam nieco związane ręce w kwestii krytyki. Oczywiście ryzyko zakażenia się w parku, lesie a nawet na mniej uczęszczanej ulicy nie wynosi dokładnie zero, to jednak zmuszając do noszenia osłony twarzy przez cały czas zwiększa szansę, że wiele osób będzie nosiło przez dłuższy czas jedną osłonę, co nie jest ani higieniczne ani skuteczne. Przy czym pojawiły się oceny o ryzyku nawet rzędu nawet 1000 razy mniejszym zakażenia pod chmurką wobec przebywania z osobą zakażoną w jednym pomieszczeniu. Dlaczego jednak mam związane ręce? Po pierwsze rozumiem, że pojawiłby się problem interpretacyjny, kiedy kończy się pusta ulica a zaczyna Monte Casino w Sopocie latem. Druga przyczyna wiedzie nas jednak do konstatacji, że rząd zdelegalizował pośrednio możliwość palenia we wszystkich miejscach publicznych. Zdjęcie maski w celu inhalacji zarówno tradycyjnego jak i elektronicznego papierosa nie mieszczą się w prawnych wyłączeniach. Czy będzie to egzekwowane – śmiem wątpić, jednak już sam fakt, że palenie nie zostało uznane za pierwszą potrzebę – jest godne odnotowania.